Fabryka ryzyka

Jesteś dobra? A chcesz być najlepsza? Zmierz się z ryzykiem porażki

Niezależnie od tego, czy posiadasz już ugruntowaną pozycję ekspertki w danej dziedzinie, czy też dopiero tworzysz swojego start-up’a. Niezależnie od tego, czy pracujesz jeszcze na etacie a pomysł na Twój biznes dopiero krystalizuje się w Twojej głowie. Musisz wkalkulować w swoje życie ryzyko porażki. Śmiem twierdzić, że im potencjał człowieka jest wyższy a idee śmielsze, tym i ryzyko porażki wyższe. Ale dla tych z Was, które obawiają się zburzyć swoją nienagannie kryształową fasadę, opowiem moją opowieść. Bo kobiety są odważne.

Urodziłam się 30 marca 1990 roku w postindustrialnej Łodzi. Literackiej ziemi obiecanej. Na Bałutach. W rodzinie drobnych przedsiębiorców, którzy wypączkowali w czasie transformacji ustrojowej przełomu lat 90′. Rodzicielskim konceptem na biznes była kawiarenka. Prowadzona najpierw w miejskim ogrodzie zoologicznym, później w wielkopowierzchniowym centrum handlowym.

Dzieciństwo spędziłam w zoo. Wychowałam się niemalże wśród dzikich zwierząt. Rodzice pracowali, a ja całymi dniami obserwowałam. Niezapomniane letnie włóczęgi i starsza siostra z młodszym bratem — to rekompensowało kruchą finansową rzeczywistość. 

Ja (8l.) i mój młodszy braciszek (4l.) w naszym wspólnym pokoju. W sumie na 12m2 pokoju rezydowała cała nasza trójka - ja, brat i siostra.

Ja (8l.) i mój młodszy braciszek (4l.) w naszym wspólnym pokoju. W sumie na 12m2 pokoju rezydowała cała nasza trójka — ja, brat i siostra.

W wieku 7 lat nie chciałam być nikim, wystarczało mi bycie sobą. Mając już lat 14 zdecydowałam kim będę w życiu – weterynarzem, ale od ptaków – takim ornitologiem. Sprawa była prosta. Temat ostatecznie zamknięty. Reszta pozostawała formalnością, zwłaszcza, że byłam beznadziejnie poprawną uczennicą. Taką prymuską. Dobrą we wszystkim, choć w niczym konkretnym zarazem.

Aż nadszedł czas liceum. Czas pierwszych ważnych wyborów. Świadoma swoich ograniczeń poznawczych w sferze nauk ścisłych, równie świadomie wybrałam klasę dla umysłów ścisłych. Naiwnie wierząc, że pasja do biologii wystarczy. Nie wystarczyła.

Żeby zaobrączkować, trzeba najpierw złapać. 8-12,5 kg - dla tych, którzy zapytają ile waży łabędź niemy. Naukowy obóz obrączkarski.

Żeby zaobrączkować, trzeba najpierw złapać. 8–12,5 kg — dla tych, którzy zapytają ile waży łabędź niemy. Naukowy obóz obrączkarski.

Dziennik nauczycielski naznaczony był świadectwami mojego męczeństwa. A jego mikroskopijne rubryczki nie były w stanie pomieścić jedynkowych śladów stoczonych wojen chemicznych, fizycznych i matematycznych. Przegrywałam walki, ale nie przegrałam wojny. 

Choć moja kobieca intuicja predestynowała mnie do czegoś zgoła odmiennego. Nie zaintrygowały mnie te chwilowe porażki. Miałam wytyczony cel do którego zmierzałam. Nie chciałam być niespójna ze sobą, swoją wizją. Nie chciałam zdradzić swojego przeznaczenia i siebie. Wreszcie nie chciałam być oceniania przez innych. Dla świętego spokoju musiałam zostać tym weterynarzem.

Ale liceum było także czasem podróży. Podróży do państw Maghrebu i Zatoki Perskiej. Pewnego razu zakochałam się w rdzawej od rud żelaza pustyni. Zmaterializowana wieczność. Nomadzkich osadach w wysokich górach. I ludziach w ciągłej drodze, których istnienie sygnalizowały migające nocą światełka. Oraz bezkresnym oceanie. Poczułam, że następuje we mnie przemiana.

- Mamo, Tato, idę na prawo!
I taką wiadomość zakomunikowałam rodzicom 8 lat temu na stacji benzynowej, na której zatrzymaliśmy się całą rodziną na szybką kawę w drodze, w podróży na Jasną Górę. Nie pamiętam spontanicznej reakcji rodziców. Raczej coś w stylu chłodne – rozumiemy, przyjmujemy do wiadomości – ewentualnie zachowawcze — uznajemy to za rozsądne.
Zdałam bardzo dobrze maturę. W 2009 roku rozpoczęłam studia prawnicze na Uniwersytecie Łódzkim.

W październiku rozpoczął się dla mnie czas wytężonej pracy umysłowej. Od pierwszej sesji — permanentna sesja. Rywalizacja, ambicja, nieobca potrzeba bycia najlepszym, zauważonym i docenionym. Obłędny perfekcjonizm. Mikromomenty szczęścia i minutowe przerywniki z zauważonym trudem ze strony wykładowców. Wątpliwe przyjaźnie o 24 godzinnym terminie ważności. I tak minął pierwszy rok. Drugi rok. Równolegle do studiów rodzice oczekiwali dużego zaangażowania z mojej strony w prowadzone biznesy. Moje życie to był szaleńczo-obłąkany dualizm. Tydzień pracy na uczelni. Weekend w pracy po 12 godzin na dobę. Byłam niezłomna długo. Ale już trzeci rok się nie zaczął.

Rozpoczęły się głębokie problemy finansowe przedsiębiorstwa rodziców. Nie była to chwilowa utrata płynności finansowej, do której jako przedsiębiorcza rodzina byliśmy przyzwyczajeni. W domu narastało napięcie, spiętrzały się frustracje, każdy miał do każdego żal o wszystko. Kumulowane emocje buzowały. Pojawiała się agresja. Słowna. Nawet fizyczna. W pewnym momencie wszyscy wszystkich nienawidzili. Nie byłam w stanie sprostać oczekiwaniom rodziców i swoim wyobrażeniom o sobie, a także oczekiwaniom stawianym sobie. Nie byłam w stanie odnaleźć się w nowej rodzinnej rzeczywistości.

Zrezygnowałam z podejścia do ważnego egzaminu, myśląc, że przez rok ułożę sobie wszystko w życiu. I wrócę w wielkim stylu i ze spektakularnymi wynikami. A że to rok opóźnienia? Nie szkodzi. Nadgonię. Cóż to dla mnie?

Minął rok i nadszedł czas próby. 

Praca angażowała mnie coraz bardziej a problemy biznesowe pojawiały się kaskadowo. Kłótnie między rodzicami spiętrzały się. To były koszmarne miesiące gniewu. Dom rodzinny stał się domem, w którym normalnym zdrowym odruchem była ucieczka.

Ostatecznie rodzice się rozstali. Po jedynie 25 latach w związku małżeńskim. Rozstanie zajęło 10 minut. I wyglądało następująco. Mama spakowała rzeczy taty w czarne worki na śmieci i wystawiła za drzwi, tata zabrał te worki do samochodu. I koniec. Nic więcej. Żadnych słów. On pojechał. Ja zostałam.

Znienawidziłam swoje życie. Znienawidziłam swoją rodzinę. Zapadałam się w siebie. A wszystko było tak czarne, mgliste i lepkie. Paraliżował mnie strach.

Psychiatra zdiagnozował depresję i zaburzenia lękowe, nerwicowe. Rozpoczęłam leczenie i terapię. Zmieniłam styl życia. Zdrowe jedzenie. Aktywność fizyczna. Po kilku miesiącach czułam, że powoli odzyskuję siebie. Za przyznanie się do swojej choroby i słabości zostałam surowo potraktowana. 

Dwa razy zostałam wyrzucona z rodzinnego domu. Zdradzona przez najbliższe mi kobiety. 

Nastąpił powrót do początku. Cofnęłam się. A nasz rodzinny dom trafił na licytację komorniczą. Myślałam o samobójstwie.

Wtedy, w takich okolicznościach życia, poznałam pewną dziewczynę. Dziś jesteśmy przyjaciółkami. Dała mi siłę, wsparcie i otoczyła mnie swoim wrodzonym błogosławieństwem. A mój Bóg, dawny, zagubiony lecz odnaleziony na nowo uczył mnie przyjmować kolejne ciosy, upadać, przyznawać się do porażki i wstawać, żeby iść dalej, nie zawsze po to, aby wygrywać, ale po to, aby miarkować swoje siły i możliwości.

Wróciłam na studia, aby zmierzyć się ze swoimi lękami. Ostatecznie stawić czoła wszystkim niedokończonym sprawom w swoim życiu.

Rodzinne problemy finansowe zostały zażegnane.

Egzaminy do zaliczenia – zostały zaliczone. Zainspirowana życiem napisałam pracę magisterską, o jakże bliskiej mi tematyce małżeństw pozornych. Studia skończyłam. Rok później. Z bagażem doświadczeń. Ze średnią 4,5. Z decyzją komisji o podwyższeniu do 5.

Jedyne, czego mi zabrakło i czego nie udało się osiągnąć, to zgody i przebaczenia w rodzinie.

Zdecydowałam, że dla higieny psychicznej muszę zmienić otoczenie. Ograniczyć toksyczne relacje. Wyrosłam z Łodzi. Przeprowadziłam się do Warszawy. 

Przeżyte doświadczenia spowodowały, że przewartościowałam swoje dotychczasowe życie. Odniosłam porażkę i przeżyłam upadek, ale uważam, że ostatecznie wygrałam. Nie chcę bać się o tym mówić. Wygrałam życie i zdecydowanie gram dalej. 

Chciałam podzielić się z Tobą swoją opowieścią. Być może, a taką mam nadzieję, moje doświadczenia pomogą Ci zmienić perspektywę. Nie jestem emocjonalną ekshibicjonistką. Nie jestem kryształowa. I nie korzystam z instytucji spowiedzi internetowej i cyfrowego rozgrzeszenia. Bardzo długo wewnętrznie rozstrzygałam, czy podzielić się z Tobą moją najbardziej osobistą opowieścią na blogu. Zdecydowałam pozytywnie.

Czy to przystaje do wizerunku eksperta? I tak i nie. Na tym polega ryzyko. Jestem prawdziwa, nie lukrowana. Ujawnienie prawdy, wyzwala prawdę u innych ludzi.

Dzielę się z Tobą nie tylko moją opowieścią, ale także 12 naukami jakie otrzymałam od życia.

Ryzyko porażki.

Ryzyko porażki.

  1. Testuj samego siebie — szczególnie testuj swoje pomysły biznesowe, będą porażki. To nieuniknione. Musisz wychodzić poza Twoją strefę komfortu.

  2. Nie jestem zwolenniczką hedonizmu, ale uważam, że należy intensyfikować doznania. Ważna jest ekspozycja na różnorodne bodźce.

  3. Bardzo ważny jest dobry plan B, zawsze współistniejący z planem A.

  4. Ćwicz zmysł obserwacji — ważna jest reakcja w odpowiednim momencie, wyczucie otoczenia.

  5. Mogą Cię zdradzić wszyscy, ale dopóki sam siebie i swoich wartości nie zdradzisz, jesteś człowiekiem wygranym.

  6. Nie pozwól, by paraliżowały Cię Twoje lęki i strach. Zaufaj sobie, to Ty znasz wszystkie rozwiązania swoich problemów.

  7. To co złego doświadczasz – jest przykre i nie jest przyjemnością. Ale jest ważne, jest Twoje i z jakiegoś powodu przydarza się właśnie Tobie. Wierzę i wiem, że mając ciężej, osiągniesz więcej.

  8. Nie ignoruj potrzeby zmian, korzystaj z oferowanej przez innych pomocy, wierz w swój potencjał, ale nie przeceniaj swoich możliwości, nie tkwij w ograniczających Cię przekonaniach, bierz odpowiedzialność za swoje życie.

  9. Przez­nacze­nie roz­da­je kar­ty, a my tyl­ko gra­my.” Arthur Schopenhauer

  10. Inwestuj w swoje umiejętności.

  11. Bądź ciekawy świata. Zadawaj ekscentryczne pytania, nawet jeśli mądre gadające głowy miałyby uznać Cię za wariata.

  12. Wkalkuluj w swoje życie ryzyko porażki. Porażki są zasadą. It’s ok to fail. Zaakceptuj porażkę. A po porażce przeanalizuj jej przyczyny, zmień strategię i działaj.

Jesteś kobietą przedsiębiorczą. Jesteś dzielna. Wierzę w Ciebie. Wierzę, że przetrenujesz ryzyko porażki. Jeżeli potrzebujesz wsparcia, napisz do mnie kontakt@emiliaandrzejewska.pl

Polecane posty